<< Luty 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829
Ten co tu nudzi...
miwis
39
,
Warszawa
Słówko o mnie
to co widać, może trochę więcej ;) z rzeczy przyziemnych uwielbiam kawę, wino i... jazz...
Zobacz mój profil
W liczbach
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
2811
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
235
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
17
Notki
2008-09-18 .
2008-03-28 Półmetek...???
Długo trochę cisza tu gościła...
Święta jedne, drugie... dziś trzecie ;) małe... wszak do trzech razy sztuka...
Dziś czas przeciekł mi przez palce... Kolejny rok...
Rok, którego pod żadnym pozorem nie mogę zaliczyć do udanych...
Starzenie rzecz jak najbardziej ludzka, lecz jak to świętować... Na smutno chyba tylko...
Więc siedzę z lampką wina czerwonego na kartonach spiesznie przewiezionych...
W pokoju obok syn... Takie święto... Święto triumfu natury nad duszą... Wszak ona o dekadę młodziej się czuje... Ale już nie dla mnie te cuda z tego przedziału ;)
No prawie... Ale tyle różnic... Tyle inności... Stary ramol się robi powoli... Z uzewnętrznieniem swych nabytych przez całe życie wad i zalet... Zalet? tak, zalet też ;) Kilka jednak mam :)
Wypijcie za mnie kawę, wino lub choć jazzu posłuchajcie...
Półżyciowy osobnik... A może to już mniej niż pół zostało??
2007-12-22 Sentymentalnie...
Święta nastrajają sentymentalnie... Szkoda, że ten 'sentyment' spowodował, ze będą to jedne z najgorszych świąt w moim życiu (chociaż nie uprzedzajmy faktów)... Smutek tym większy, że w tym roku uległem prośbom ex i syn mój spędza święta z nimi. Może to i lepiej, na pewno dla niego, pozna lepiej bądź co bądź nową rodzinę ;))
Nie było mnie długo, bo też i czasu mało, dni krótsze, noce za to długie (i na moje szczęście nieprzespane także ;)). Poznałem w tym czasie wiele osób, wiele osób gości w moim sercu... Wiele osób pomogło mi w tych trudnych chwilach - dziękuję... Wiele z Was chciałbym znów zobaczyć lub usłyszeć przynajmniej (tu zwracam się zwłaszcza do koleżanki Maczki - czekam aż odwołają alarm...).
Oby nowy rok przyniósł nam mnóstwo niespodzienek, mnóstwo radości i szczęścia. Obym w końcu polubił zajęcie, od którego oderwałem się, by skrobnąć tych kilka słówek (tym razem koszule;))...
Oby w końcu spadł śnieg i przykrył ten cały warszawski syf... Niech będzie puchowo, niech bedzie można iść na sanki z synem, niech będzie można lepic bałwany (choć nie wiem czy przez to nie naruszy się równowaga w bałwanim świecie - wszak tych mamy od zaje... przepraszam - dużo ;)).
Święta samotnie w Borach. Choć i tam śniegu co kot napłakał. A może się pomylę... Kto wie...
Sylwester w Wawie... Nawet nie samotnie ;). 
Żegnam zatem i do nowego roku. Może dane mi będzie napisać historię pewnej miłości, może wspominki z projektów a może jak dotychczas - same głupoty. 
Niech moc będzie z Wami i truchleje niech z Wami też...
2007-11-01 Odmiennie...
Poprzedni weekend pełen niespodzianek... Odmiennie... Tym razem z Kobietą... Kazimierz... Knajpa u Radka i długowieczornonocne rozmowy... Grzane piwo, grzane wino, grzany miód i gorąca noc ;)... Księżyc w pełni, jesień z nim razem... Oderwałem się od dna... Oderwałem się od życia trochę... Piękny weekend... Bo pierwszy inny...?
I telefon o 1 w nocy... Nieodebrany... Za późno... 
Życie nigdy mnie nie głaskało, a jeśli już to po dupie. Czarne i białe, to ideał... Niestety wokół same szarości. Dziewięć miesięcy... To i tak niezły wynik, choć nie do końca zweryfikowany... 
Nie mam czasu na nic ostatnio, nie mam czasu nawet dla syna, nad czym najbardziej ubolewam. Nie lubię jak się nudzi, a wszystko co sie wokół dzieje nie ułatwia mi tego... Kupię go trochę od życia... I może w końcu zacznę żyć... Normalnie...
Cholernu Życiu ;) - po wiela czas...

Chociaż jak tu żyć normalnie w tym kraju...
2007-10-25 Naciskany...
Z uwagi na duże naciski, zapewne pewnego układu, pragnę poinformować, iż miniony weekend upłynął w łóżku z ... gorącą kobietą, imię jej ... grypa ;). Zarówno syn (szybka akcja odebrania go z izolatki w szkole, bo matka wyjechała w delegację - no comments) jak i w konsekwencji ja leżeliśmy. No nie powiem, byśmy nie przyjmowali pomocy dobrych duszyczek ;) ale w końcu choroba wycieńcza trochę, więc i możliwości spadają do zaledwie jednocyfrowych :P.
Dziś lepiej. Może sama gorączka z sobotniej nocy jeszcze nie ustapiła, ale położyłem portfel na ladzie apteki i dostałem "to com chciał". Szczęście jedynie, ze mam możliwość pracy zdalnej u klienta, choć może to nie najprzyjemniejsza sprawa, zważywszy,  jakie "towary" tam się kręcą ;) (dla niewtajmniczonych towar=ciasteczko ;) i tak samo nieobraźliwie należy to przyjmować).
Zatem do następnego weekendu, który miał być w 3city, potem w Krakowie a teraz to nie wiem czy nie będzie w wyrze... Opiekunki na gwałt potrzebuję... No może za ostro... Ale tylko ;)
2007-10-15 ĘĄ...
Miniony weekend za to mocno polityczny ;) Wiec wielceszanowanej, nowopowstałej, cudnoprogdamowej partii Ędwarda Ąckiego (choć myślę, że to podstarzała Magda M. podszywa się pod jego postać ;)). Kwiaty, wywiady, wizyty w zakładach pracy nieomal... Syn też zadowolony, co prawda z innych dowcipów i skojarzeń uśmiech mu się na twarzy pojawiał, ale ważne, że spędziliśmy go pseudorodzinnie i w dodatku przyjemnie...
Niestety, sympatycy przytachać miski mieli, ale wszystkie które znam odmówiły współpracy... ;P
No nie wszystkie, ale z tego rocznika to ponoć najlepsze wina ;)).
Cóż, działo się jeszcze kilka amoralnociekawych przedsięwzięć, ale przez wzgląd na pewną panią Redaktor, pominę, gdyż na łamach swojego kolorowego pisemka ;P gotowa o tym napisać... :)
I tylko mnie taka weekendowa refleksja naszła: skąd na tym swiecie tyle kłamstwa i kurestwa??
Czego i Wam życzę... Ups... To nie ta puenta :)
2007-10-09 Rodzinnnopodobnie...
Tym razem Elbląg. Kilka dni, para nawet u kuzynostwa... Z synem of korz. Minęło na miłych rozmowach i alkoholizowaniu się... W końcu udało się zobaczyć (zawsze w rozjazdach ;)) ich córę - pamiętam ją jak miała z 10-15 lat... Teraz dorosła kobieta... 21 lat (lub 23 - nieważne ;)). Deszczowoburzowomglistoupojny weekend. Dużo przemyśleń, bo i pracy nie było... Netu też w zasadzie (i w kwasie także)... Dałem sobie deadline do końca tygodnia :) Może się uda... ;)
Całość zmąciła jedynie służba patrolowa w okolicach Ostródy. Cholera. Wolałbym te trzy stówy przeznaczyć na wino... Ale cóż, taki lajf ;)...
A dziś cudnie za oknem dopóki się nie wyjdzie... Ziąb taki,  że strach wychodzić... Chociaż z NIĄ to wyszedłbym nawet nie ubierając się wcale ;)... 
A Klienty się poprzeprowadzały... Robota do jutra odłożona... Nawet mi to pasuje - załatwię część rzeczy, które czekają... 
Właśnie odezwała się ex, z pytaniem czy moje ojcowskie instynkty przyjmą me dziecko, bo ona, jak zwykle, MUSI wyjechać... No comments ;) Zawsze wiadomości od niej poprawiają mi humor...
2007-09-18 ME RC...
Weekend z synem... 

Tym razem znów motoryzacyjnie - Mistrzostwa Europy Rally Cross - Słomczyn... Pogoda z gatunku żeńskich... P......o nieźle, zmarzliśmy jak cholera, ale było warto... Kilka zdjęć, no kilkaset gwoli ścisłości :)... Fajnie. I Eklund w Saabinie... Bomba.
Nie samotnie a jednak samotnie... To nic, że dwie noce zarwane, żeby prezentację przygotować... Nic, że ledwo na oczy patrzę... Spędzilimy razem cudny weekend...

Wraca... Ciągle wraca i staje przed oczami... Ciągle zaprząta umysł... Jak się leczyć... Jak żyć... Wiem, że to chwilowe, ale jednak... Klin... Klin zawsze robi dobrze na chwilę... Bo na dłużej to nie mam na razie sił... I ochoty tym bardziej...
2007-09-10 Odchamianie i kulturyzacja...
Zeszły weekend i tydzień minął na odchamianiu. Takim malutkim, ale zawsze. Teatr... Śmieszna sztuka... I niezła, życiowa... Niezła obsada, zwłaszcza dla sympatyków polskich seriali ;) Perfect Day... (dzięki:)). Później Bob Geldof... Muzyka niesłyszana od lat... O jej ambicji nie będę wspominał, ale wspomnienie czasów studenckich wszystko tłumaczy...
Ten weekend... Bardziej krajoznawczy. Wycieczka z synem w Góry Sowie. 8 Rajd Nikona... Cudnie, choć trochę zimno... Cudnie, choć strasznie samotnie... Cudnie... Brakowało jeszcze tylko pięknej polskiej Złotej Jesieni (i nie chodzi o fundusz ;)). Wtedy dopiero byłoby cudnie. Żólte, czerwone, zielone i czarne liście (jak w sejmie - sic!), można biegać, rozwalać kupki liści dopiero co zgrabnie ułożone przez serwisy sprzątające... Ech...
Chyba trzeba więcej kultury... Bo jak potem ją chłonąć, jak nam wszyscy wyjadą po wyborach...
2007-09-01 Ech, żizń...
W zeszły weekend znów morze... Tym razem ze starymi przyjaciółmi... Tymi ze studiów... Z wycieczki do Wilna...

Kocham to morze, to nasze... Może dlatego, że spędziłem tam piękny czas studiów... Prawie 10 lat (nieuk!), najdłużej w Sopocie... 200m do lasu, 400 do morza... No gdzie tak będę miał??

Sobota - plaża... Sopot... Były i foki ;) i wieloryby (a mowili, że jeden tylko w Bałtyku ;)... Foka z małym odstawiła spektakl, że żaden z facetów nie był w stanie leżeć dłużej  na plecach, a co dopiero wstać... Brawo dla tej pani ;). Wieczorową porą zwiedzanie tych knajp, które nie funkcjonowały jeszcze za czasów studenckich ;). A było to dośc dawno, co trochę utrudniało wykonanie zadania... ;P

Niedziela - Hel (Welcome to Hell - Witamy na Helu - ten napis mijałem przez lat kilka w przejsciu podziemnym, chadzając z akademika na uczelnię... (oraz pana Witka - gościa z Atlantydy - koncertujacego czesto w podziemnych przejściach 3miasta)).
Na tramwaj morski brak biletów (próbowaliśmy nabyć trochę wcześniej, ale kasy dziwnym trafem zamkniete po północy...). Później był pomysł z wodolotem - super, chociaż cena = tramwaj x 5... Ale wodolot z powodu pogody nie kursował, jak sie później okazało...Został pociąg (z rozsądniejszych) lub autobus (zupełna pomyłka). Koniec końców wsiedliśmy do Saabiny i wyruszyliśmy na Hel...
Na Helu fokarium, kilka śmiesznych stworzeń, pora karmienia... Ciekawa skarbonka - lej o parabolicznym czy logarytmicznym (a może to Gauss??) kształcie - można swobodnie wyrzucić wszelkie drobne... Dzieciaki aż piszczą - co tam foki :)
Pogoda zmienna... Duże opady i silny wiatr, ale za to jakie fale... 

Zwieńczeniem była wizyta u znajomych... Wspólnych znajomych prowadzących ośrodek... Mój przyjaciel i JEJ przyjaciółka... Zmolestowali mnie bym przedłużył sobie pobyt... (całe szczęście żem sobie panem w pracy :)). 

We wtorek, nad ranem coś mnie złapało. Już po powrocie... Zatrucie? Grypa żołądkowa? Wirus? Chgw... 20 godzin w wyrze i pomocy nijakiej... Przeszło - testowałem szklaneczką brandy litewskiej. Operacja wykonana pomyślnie... 

Ech...

Ech żizń, kak ty mnie chłoszcziesz...

Gościniec
 
Głośnik
Aktualna liczba głosów:
 
305
Zobacz serwisy INTERIA.PL